First Look – co to jest i dlaczego warto to zrobić przed ceremonią?
Tradycja mówi jasno: pan młody widzi pannę młodą po raz pierwszy, gdy ta wchodzi do kościoła, albo ewentualnie w zatłoczonym salonie podczas tradycyjnego błogosławieństwa, gdzie wujek z tyłu kręci wszystko telefonem. I spoko, to ma swój urok. Ale od kilku sezonów coraz więcej par decyduje się na coś zupełnie innego. Coś, co z perspektywy fotografa daje najbardziej naturalne, szczere i naładowane emocjami kadry w całym dniu.
Mowa o „First Look”, czyli z angielskiego – pierwszym spojrzeniu.
Jeśli zastanawiacie się, czy warto złamać schemat i zaplanować to w swoim dniu, przygotowałem dla Was kilka argumentów. Szczerze i z własnego doświadczenia na ślubach.
Czym właściwie jest ten First Look?
To zaplanowany, ale całkowicie intymny moment przed ceremonią, w którym widzicie się po raz pierwszy w pełnym, ślubnym wydaniu. Bez gości, bez ciotek płaczących w tle, bez pośpiechu. Zazwyczaj organizujemy to gdzieś na zewnątrz – w ogrodzie, na tarasie, a nawet w ładnym hotelowym korytarzu.
Pan młody czeka odwrócony plecami, panna młoda podchodzi, puka go w ramię… a reszta dzieje się sama. Ja stoję kilkanaście metrów dalej z długim obiektywem, żeby w ogóle w tym nie przeszkadzać i nie psuć Wam chwili.

Intymność, której nie znajdziecie przed ołtarzem
Wyobraźcie sobie moment w kościele lub urzędzie. Wchodzicie, patrzycie na siebie, emocje sięgają zenitu… ale z tyłu patrzy na Was sto par oczu. Ksiądz lub urzędnik czeka, trzeba zająć miejsca. Nie możecie się wyściskać, nie wypada krzyknąć na głos „ale wyglądasz obłędnie!”, trudniej pozwolić sobie na łzy, bo przecież wszyscy patrzą.
First Look to czas tylko dla Was. Możecie się przytulać, obracać wokół własnej osi, płakać, śmiać się w głos. Nikt Was nie popędza. To jedyny moment w całym tym zwariowanym dniu, kiedy jesteście naprawdę sami.
Totalny reset stresu
Poranek ślubny to często jazda bez trzymanki. Makijaż, ubieranie, nerwowe spoglądanie na zegarek. Kiedy w końcu stajecie naprzeciwko siebie podczas First Looku, ten cały wielki balon ze stresem po prostu pęka. Widzicie swoją drugą połówkę i nagle dociera do Was: „dobra, jesteśmy w tym razem, damy radę”. Większość moich par przyznaje, że po tym pierwszym spotkaniu całe napięcie zeszło i na ceremonię szli już na totalnym luzie.
Z punktu widzenia fotografa First Look to układ idealny. Dlaczego? Bo to ja mogę Wam doradzić miejsce z najlepszym światłem. Zamiast ciemnego przedpokoju w bloku, idziemy pod piękne drzewo albo na zalaną słońcem werandę.
Co więcej – jesteście wtedy w 100% świeży. Makijaż panny młodej jest nienaruszony (jeszcze przed pierwszymi łzami na ceremonii), fryzura idealna, a garnitur nie wygnieciony. To daje nam genialny materiał na krótki, spontaniczny mini-plener, na który później na weselu często brakuje czasu.

A co z magią wejścia do kościoła? (Najczęstsza obawa)
To argument, który słyszę najczęściej. „Mateusz, ale ja chcę, żeby on zobaczył mnie dopiero przy ołtarzu, to taki filmowy moment!”.
Zawsze odpowiadam tak: First Look wcale nie kradnie tej magii. On ją po prostu dzieli na dwie zupełnie różne emocje. Podczas pierwszego spojrzenia w plenerze macie radość, uśmiechy i prywatność. Z kolei wejście do kościoła z muzyką, często u boku taty, to moment czysto podniosły i uroczysty. Gwarantuję Wam – facet i tak zaniemówi lub uroni łzę, kiedy zobaczy Cię idącą w jego stronę w blasku świec. Emocje uderzą z innej strony, ze zdwojoną siłą. Zatem czy warto? Zyskujecie świetne, pełne szczerych emocji zdjęcia, których po prostu nie da się powtórzyć w tłumie gości. Zyskujecie spokój i czas dla siebie, który w dniu ślubu jest towarem deficytowym.
Oczywiście ostateczna decyzja zawsze należy do Was. Jeśli marzy Wam się klasyka – robimy klasykę. Ale jeśli tylko przemawia do Was ta chwila prywatności, zaufajcie mi – nie będziecie żałować. Zróbmy ten First Look i złapmy na zdjęciach to, co najważniejsze.
Na moim Instagramie znajdziecie piękne momenty z First Look.
WASZA KOLEJ



