sesja ślubna za granicą - mateusz siedlecki

Sesja ślubna za granicą – zjawiskowe kadry i plener bez kompromisów

Sesja ślubna za granicą. Kiedy opada weselny kurz, milknie muzyka, a goście wracają do domów, przychodzi moment na zrealizowanie najważniejszej pamiątki wizualnej z tego okresu. Jako fotograf, który ma za sobą setki zrealizowanych reportaży, zawsze powtarzam parom jedno – krótki plener w dniu ślubu to świetny dodatek, ale to ten osobny dzień daje nam prawdziwą wolność artystyczną. A jeśli chcecie, żeby ta pamiątka dosłownie zwalała z nóg, sesja ślubna za granicą to kierunek, który nie ma sobie równych.

Dzisiaj zabieram was w małą podróż przez moje ulubione kadry z różnych zakątków świata i pokażę wam, dlaczego spakowanie sukni ślubnej do walizki to jedna z najlepszych decyzji, jakie możecie podjąć.

Czas, światło i pełen luz

Największym wrogiem dobrych zdjęć na weselu jest uciekający czas. Wszystko dzieje się w określonym harmonogramie. Wyjazdowy plener to zupełnie inna energia. Nie patrzymy nerwowo na zegarek i nie martwimy się, że zaraz podają gorący posiłek. Mamy cały dzień tylko dla siebie, co pozwala nam pracować z najlepszym możliwym światłem.

Wstajemy wcześnie rano, zanim miasto zdąży się obudzić, i łapiemy to niesamowite, miękkie światło, które daje efekt ostrego jak brzytwa 4K. Tak powstawały moje nagradzane na międzynarodowych konkursach kadry. Kiedy spacerujecie po pustym Placu Świętego Marka w Wenecji albo łapiecie wiatr we włosach z widokiem na operę w Sydney, emocje są w 100% autentyczne. Jesteście tam tylko wy, a ja po prostu dokumentuję tę niesamowitą chemię.

Tło, które robi różnicę

Wybierając lotniczy bilet, zyskujecie tło, którego nie da się podrobić. Klasyczna architektura, inna roślinność, niesamowita faktura starych murów. Sesja ślubna za granicą to nie tylko ładny obrazek, ale całe doświadczenie, które staje się przedłużeniem waszej podróży poślubnej.

Zabierałem pary w wąskie, klimatyczne uliczki Rzymu, gdzie każda klatka wyglądała jak z planu filmowego. Fotografowałem w Wenecji, wykorzystując grę świateł na kanałach, i leciałem na drugi koniec świata do Sydney, żeby stworzyć absolutnie unikalny materiał. W takich miejscach zdjęcia robią się same – wystarczy, że idziecie przed siebie, rozmawiacie, a niesamowita sceneria dookoła wykonuje połowę pracy. Dzięki temu nawet osoby, które na co dzień stresują się przed obiektywem, po kilku minutach zapominają o mojej obecności.

Jak połączyć to z lokalnym weselem?

Bardzo często dostaję pytania od par z mojego regionu, jak to wszystko spiąć logistycznie. Układ jest prosty i bardzo elastyczny. Mój główny obszar działania to reportaże weselne w województwie łódzkim i w centralnej Polsce. To tu najczęściej się spotykamy, omawiamy szczegóły i to tu towarzyszę wam w dniu waszej przysięgi.

Kiedy jednak oddaję wam gotowy reportaż z imprezy, dogrywamy szczegóły lotu. Sesja ślubna za granicą może odbyć się tydzień, miesiąc, a nawet rok po waszym weselu. Nierzadko łączymy ją po prostu z waszym planowanym urlopem. Spotykamy się na miejscu, realizujemy zjawiskowy materiał i wracamy do domu z kadrami, które zdobędą ściany w waszym salonie.

Jeśli szukacie fotografa, który ogarnie wam świetny, dynamiczny reportaż z wesela tutaj na miejscu, a potem zabierze was na spektakularny plener na końcu świata – jesteście w dobrym miejscu. Zobaczcie pełne galerie z moich wyjazdów w portfolio, zainspirujcie się tymi miejscami i zostawcie wiadomość w formularzu kontaktowym. Zaplanujmy to razem!

WASZA KOLEJ

Czujecie, że nadajemy na tych samych falach?